Wydanie nr 10 z dnia 24.05.2018

Sprzątnij po pupilu!

„Wiosna wybuchła mi prosto w twarz” – śpiewa popularny wokalista Organek, a razem z wiosną „wybuchły” – to już refleksja mieszkanki Bielska – psie odchody na trawnikach.

Liczą gwiazdy

Mieszkanka osiedla Złote Łany woli zachować anonimowość, gdyż właściciele psiaków bywają znacznie bardziej agresywni niż ich czworonożni pupile. – Czy naprawdę nie można skutecznie rozwiązać tego problemu? Na psie odchody można się natknąć na skwerach, w parkach, a nawet przy placach zabaw dla dzieci. Może to nie jest największy problem, ale naprawdę mam już dość – mówi.

To nie tylko jej opinia. Na niedawnym zebraniu Rady Osiedla Złote Łany temat podjęli też inni mieszkańcy. Jeden z nich przedstawiał sytuację obrazowo: kiedy piesek załatwia swoją potrzebę, jego właściciel patrzy w niebo, jakby liczył gwiazdy. Piesek kończy, właściciel udaje, że nic się nie wydarzyło i spokojnie idzie dalej. A jeżeli zwróci się mu uwagę, to trzeba uważać, żeby nie dostać w twarz.

Strażnicy edukują

Mieszkańcy pytali strażników miejskich o liczbę wystawionych mandatów. Ci odpowiadali, że nie tyle chodzi o karanie, co uświadamianie mieszkańców. „Kronika” poprosiła o konkretne dane. Z uzyskanej w bielskiej Straży Miejskiej odpowiedzi wynika, że strażnicy prowadzą kampanię społeczną pod hasłem „DOGadaj się ze mną”, skierowaną do właścicieli psów. Jej ideą jest zwrócenie uwagi posiadaczom psów na ich obowiązki, między innymi (bo nie tylko) sprzątania po swoim pupilu. Strażnicy w ramach kampanii rozdają zestawy higieniczne na psie odchody. W 2017 roku rozdano ponad dwa tysiące takich zestawów. Strażnicy prowadzą też działania edukacyjne w przedszkolach i szkołach. W 2017 roku patrol szkolny Referatu do spraw Ochrony Środowiska i Profilaktyki przeprowadził 38 prelekcji, w których wzięło udział ponad 700 dzieci. W tym roku było już 19 prelekcji, w których wzięło udział ponad 400 dzieci.

A co z karaniem? Okazuje się, że w ubiegłym roku do Straży Miejskiej zgłoszono tylko jedną interwencję dotyczącą właściciela psa, który nie posprzątał po swoim psiaku – mężczyzna został ukarany mandatem karnym. Ponadto sami strażnicy podczas wykonywania czynności ukarali cztery osoby mandatami. W stosunku do sześciu osób zastosowali pouczenie, a w jednym przypadku skierowali wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej. W bieżącym roku nie strażnicy nie przyjęli jak dotąd żadnego zgłoszenia w sprawie psich nieczystości. Sami ukarali jedną osobę mandatem, a w jednym przypadku skierowali wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej. Dodajmy, że mandat od strażników może kosztować od 20 do 500 złotych.

Co z kubłami?

Ilość mandatów nie jest więc imponująca, ale strażnicy twierdzą, że wynika to z coraz większej świadomości mieszkańców. Ich spostrzeżenia potwierdza Adam Grzywacz, naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej w bielskim magistracie. Jego zdaniem właściciele psów wiedzą, że po pupilu należy posprzątać i na ogół są na to przygotowani, to znaczy wyposażeni w woreczki. Czy pojemników z takimi woreczkami nie należałoby jednak ustawić w miejscach najbardziej uczęszczanych przez właścicieli psów?

Takie stoją na przykład w Kętach (foto). Na początek gmina ustawiła cztery pojemniki z zestawami higienicznymi (woreczek plus łopatka), a kiedy okazało się, że to rozwiązanie się przyjęło – dołożyła kolejne. Jak mówi „Kronice” dyrektor Wydziału Środowiska i Przedsiębiorczości kęckiego urzędu jeden pojemnik został zniszczony przez chuliganów, ale na tym się skończyło. Adam Grzywacz tłumaczy, że właśnie obawa przed chuligańskimi wybrykami powstrzymała urzędników przed wprowadzeniem tego rozwiązania w Bielsku-Białej.

Na zebraniu na Złotych Łanach pojawiła się też kwestia specjalnych kubłów, do których miały trafiać psie odchody. Kiedyś stały w mieście, ale ostatnio coraz trudniej je spotkać. Co się z nimi stało? – Trafiało do nich wszystko, tylko nie to, na co były przeznaczone – wyjaśnia „Kronice” naczelnik Grzywacz. Ale to nie może być wytłumaczenie dla tych, którzy nie mają zamiaru sprzątać.

Zapakowaną psią kupę można i należy wyrzucać w zwyczajne kosze na śmieci. Mieszkanka Złotych Łanów apeluje: – Ludzie, nie róbcie wiochy! Przecież to jest nasze wspólne miejsce do życia. Nie zanieczyszczajmy go w taki bezmyślny sposób – mówi bez ogródek.

(wm)


Rośnie pod Klimczokiem

Najwyższe drzewo w Polsce!

Na zboczu Klimczoka rośnie najwyższe drzewo w Polsce. Daglezja zielona ma aż 57 metrów wysokości.

Jak informuje Nadleśnictwo Bielsko, drzewo zostało odkryte przez leśnika Rafała Kozubka. Wykorzystał on dane z lotniczego skaningu laserowego z Centralnego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej, a następnie sprawdził je w terenie przy pomocy dalmierza laserowego, uzyskując wynik 56,5 metra. Wynik ten został zweryfikowany na 57 metrów przez Piotra Gacha, autora strony internetowej Mojedrzewa.pl. Dokonał on pomiarów przy pomocy dalmierza „Nikon Forestry Pro” z dwóch różnych miejsc – ze stoku, na którym rośnie rekordowe drzewo oraz z przeciwległego. – Wynik 57 metrów to ostrożna średnia z wykonanych kilkudziesięciu pomiarów, z których około 90 procent mieściło się w przedziale 56,5-58 metrów – tłumaczą w bielskim nadleśnictwie.

Drzewo rośnie w lesie porastającym pasmo góry Klimczok, w gminie Wilkowice w Beskidzie Śląskim. Daglezja zielona (jedlica Douglasa) jest wyższa od dotychczasowych rekordzistów o ponad pięć metrów. – Dorodna daglezja rośnie w leśnictwie Biła w otoczeniu niewiele niższych od siebie drzew i dlatego nie wybija się wyraźnie ponad korony, przez co nie została wcześniej zauważona. Praktycznie każde drzewo w jej sąsiedztwie przekracza 45 metrów wysokości, a przynajmniej cztery mieszczą się w przedziale 53-55 metrów – przybliżają leśnicy. Mimo że wiek okazałej daglezji szacuje się na 115 lat, wykazuje ona dużą żywotność i potencjał do tego, aby śrubować swój rekord.

(mk)


Sieją słoneczniki

Bielska „Arka” zainaugurowała kolejną ogólnopolską ekologiczną akcję. Chce posadzić jak najwięcej słoneczników, by pomóc pszczołom. Partnerem przedsięwzięcia jest Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Akcja pod hasłem „SiejeMY słońce” rozpoczęła się 10 maja w Bielsku-Białej. Uczniowie z bielskich szkół umieszczali sadzonki słonecznika w doniczkach pochodzących z recyklingu, a przy tym wykorzystywali kompost z przydomowych skrzyń.

– Akcja promuje proste działania ekologiczne, w szczególności skupione na pomocy pszczołom i ptakom. Będziemy promować zakładanie ekologicznych ogrodów owocowo-warzywnych. Produkując owoce i warzywa we własnym ogrodzie w sposób przyjazny dla środowiska mamy zdrowszą żywność i ogromną satysfakcję. Będziemy zachęcali placówki oświatowe do tworzenia niewielkich miejsc przyjaznych ludziom, zwierzętom i przyrodzie – tłumaczy Wojciech Owczarz, prezes Fundacji Ekologicznej „Arka” z Bielska-Białej.

Organizatorzy żywią nadzieję, że własnoręczne wysianie warzyw, posadzenie drzew i krzewów owocowych pokaże dzieciom, że pokarm to nie tylko sterylnie zapakowane, krzyczące sztucznymi barwami produkty w supermarketach, ale część świata przyrody, którą można wykorzystywać z poszanowaniem jej zasad. Własny ogród może stać się oazą, ale także pracownią naukową w plenerze. – Ogród owocowo-warzywny może być piękny i pożyteczny. Założenie go i doglądanie to doskonały pretekst do rozmów o tym, czym się karmimy, do czego służy nam jedzenie, czym jest wszechobecna konsumpcja, co to jest rolnictwo przemysłowe i w jaki sposób niszczy środowisko naturalne poprzez ograniczanie bioróżnorodności – wskazuje Wojciech Owczarz.

Najnowsza inicjatywa „Arki” jest kolejną, którą dofinansował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Katowicach.

(mk)


Do druku: PDF

Wydanie nr 9 z dnia 09.05.2018

Nauczycielka z Zielonym Czekiem

Doceniona przez Fundusz

Magdalena Jasińska z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Czechowicach-Dziedzicach odebrała „Zielony Czek”, prestiżową nagrodę Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Doceniono jej niezwykły projekt „Arboretum Inspiruje”.

23 kwietnia podczas uroczystej gali w Katowicach uhonorowano laureatów „Zielonych Czeków”. W kategorii „Szkolna edukacja dzieci i młodzieży” triumfowała Magdalena Jasińska, pracująca w czechowickim ZSP nr 2. Nagrodzono ją „za podnoszenie świadomości ekologicznej dzieci i młodzieży poprzez autorski program edukacji ekologicznej Arboretum Inspiruje, przekształcenie ogrodu przyszkolnego w arboretum i społeczne prowadzenie w nim zajęć dla innych szkół i przedszkoli”. – To duże wyróżnienie dla naszej szkoły i prowadzonych działań przyrodniczych. Nagroda docenia ogrom pracy włożony w projekt, ale daje też dużą dawkę pozytywnych emocji i siłę na kolejne wyzwania. Tu chciałam podziękować dyrektorowi szkoły Wojciechowi Mikowi za otwartość na moje pomysły. To on daje zielone światło na te działania i ten zielony czek to również jego zasługa – podkreśla Magdalena Jasińska.

Pomysł na przyrodniczy projekt w ówczesnym Gimnazjum Publicznym nr 1 narodził się w 2012 roku. Początkowo były to działania w przyszkolnym ogrodzie dla szkolnej młodzieży. – Z biegiem lat projekt zwiększał swój zasięg. Prowadziliśmy zajęcia na Pikniku Naukowym w Warszawie, w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie, a w 2017 roku nawet poza granicami kraju – w Czechach i na Węgrzech w polonijnych szkołach – mówi laureatka. – Uczniowie są ważną częścią projektu. Jak nie najważniejszą! Pełnią podwójną rolę – są odbiorcami naszych przyrodniczych działań, ale także ich współtwórcami. Co roku wyłania się spośród szkolnej społeczności grupa przyrodniczych edukatorów – to ona prowadzi zajęcia w ogrodzie dla swoich kolegów czy uczniów z innych szkół – zaznacza.

Magdalena Jasińska nie zamierza osiąść na laurach. Ma ambitne plany. – One rodzą się same jako odpowiedź na kolejne konkursy grantowe, zapotrzebowanie uczniów czy w efekcie nawiązanych partnerstw i współpracy. Inspirujemy się cały czas i cały czas dzieje się coś nowego. W związku z faktem, że od tego roku szkolnego mamy pierwsze klasy szkoły podstawowej, myślimy nad stworzeniem uniwersytetu przyrodniczego dzieci, w którym starsi uczniowie będą „wykładowcami”. Chcielibyśmy także rozwijać współpracę ze szkołami polonijnymi – zdradza.
Magdalena Jasińska jest przykładem nauczyciela pełnego pasji, który poświęca swój prywatny czas dla dobra uczniów i środowiska. – Bardzo lubię działać i wymyślać nowe tematy, które realizujemy w ramach Arboretum Inspiruje, dlatego na co dzień nie myślę o tym, ile wkładam w to pracy. Bardziej patrzę na efekty – na to, co udało się osiągnąć i zrobić. A jest tego sporo: ścieżka dydaktyczna w przyszkolnym ogrodzie, dwie publikacje, zajęcia terenowe, wycieczki naukowe, konkursy… – wylicza.

Szkolny projekt nie po raz pierwszy został doceniony. Dość powiedzieć, że otrzymał jedenaście grantów na łączną kwotę 80 tysięcy złotych na działania przyrodnicze. Był też już wcześniej wyróżniony przez WFOŚiGW nagrodą „Eko-Aktywni 2014”. W zeszłym roku otrzymał „Słoneczniki” – nagrodę rodziców za najbardziej rozwojową inicjatywę dla dzieci na Śląsku w kategorii „Przyroda”. Projekt przebudowy przyszkolnego ogrodu wraz z budżetem został finalistą konkursu „Finansoaktywni – misja budżet”, organizowanego przez Ministerstwo Finansów. Magdalena Jasińska jest szczególnie dumna z wizyty w szkole Miry Stanisławskiej-Meysztowicz, założycielki Fundacji Nasza Ziemia.

„Zielone Czeki” to nagrody przyznawane przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach corocznie z okazji Dnia Ziemi. – Przyznając je już od 1994 roku doceniliśmy działalność ponad 260 osób i zespołów. Wysokość nagród przekroczyła już dwa miliony złotych. Przyznawanie tego typu wyróżnień jest niezwykle ważne dla Funduszu, by również w ten sposób wpływać na aktywność i postawy mieszkańców regionu. Wiele z nominowanych osób ma w swoim dorobku znakomite osiągnięcia, a przyznanie wyróżnień ma także walor promocyjny – jest to doskonała okazja, by mówić o osiągnięciach laureatów, tematach podejmowanych w pracach naukowych czy akcjach społecznych mających wpływ na to, czym oddychamy i jak dbamy o nasze najbliższe otoczenie. Wśród laureatów są przedstawiciele różnych środowisk, takich jak naukowcy, nauczyciele, dziennikarze, przedsiębiorcy oraz pasjonaci ochrony środowiska, którzy poświęcają swój wolny czas, by nam wszystkim żyło się „eko” – tłumaczą organizatorzy z WFOŚiGW.

(mk)


Pisarzowice: świetna zabawa, ważna lekcja

Co ma smog do smoków?

Młodzież ze szkół w gminie Wilamowice stworzyła kolorowe widowisko. W roli głównej wystąpiły smoki, ale tak naprawdę w centrum uwagi był smog. To była edukacja przez zabawę w szczytnym celu – ochrony środowiska.

Uczniowie przemaszerowali w barwnym korowodzie ulicami Pisarzowic na tamtejszy stadion. Część z nich, głównie najmłodsi, była przebrana za smoki. Przebrania były fantastyczne. Mieszkańcy, którzy nie byli zorientowani w czym rzecz, musieli się zastanawiać, czy to jawa, czy sen, czy Polska, czy raczej Chiny, gdzie w ten sposób świętuje się Rok Smoka.

W Pisarzowicach w centrum uwagi tak naprawdę był jednak nie smok, lecz SMOG. Bo tak jak kiedyś dzielny rycerz musiał walczyć ze smokiem, tak dzisiaj każdy młodzieniec (i nie tylko młodzieniec) powinien walczyć ze smogiem. Tak ideę imprezy tłumaczyła jej pomysłodawczyni, Barbara Zawada, nauczycielka biologii w Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Pisarzowicach.

Młodzież miała więc maski na twarzach, a w rękach transparenty, na przykład: „Kochasz dzieci, nie pal śmieci”, albo „Środowisko ponad wszystko”. Na stadionie w Pisarzowicach uczniowie zaprezentowali ciekawe przedstawienie, o tym jak ważne jest środowisko naturalne i jak wszyscy musimy o nie walczyć. Było barwnie, wesoło, a zarazem refleksyjnie. A wszystko to w szczytnym celu. – Chcieliśmy pokazać, że chcemy żyć czystym środowisku i oddychać czystym powietrzem – podsumowała Lidia Dziubek, dyrektor szkoły w Pisarzowicach.

(wm)


Bielsko, Czechowice:

Ikarusy kontra hybrydy

Czechowice-Dziedzice „uczą” Bielsko-Białą nowoczesności i ekologii. Za darmo! Co dostają w zamian? Brzydotę, smród i hałas…

Do takich wniosków doszli radni podczas ostatniej sesji w Czechowicach-Dziedzicach. Radny Kazimierz Kocur zauważył fakt, że miejscowe Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej puszcza na trasy do Bielska-Białej swoje najnowocześniejsze i najbardziej ekologiczne autobusy – dopiero co zakupione hybrydowe solarisy. A co dostaje w zamian od nieporównywalnie większego Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej? – Oni nam posyłają ikarusy, które nas trują – irytował się członek Rady Miejskiej.

Można się tylko zastanawiać, kto do kogo postanowi równać…

(mk)


Do druku: PDF

Wydanie nr 8 z dnia 19.04.2018

Awantura o platany

Ciąć czy nie ciąć?

Dwa stare drzewa przy ulicy Cieszyńskiej, skazane przez urzędników na wycinkę, na razie stoją. Ale czy przetrwają – nie wiadomo. Miejski Zarząd Dróg nie zgadza się z ekspertyzą wykonaną na zlecenie grupy mieszkańców i nadal utrzymuje, że drzewa trzeba wyciąć.

MZD: wątpliwa ekspertyza

Sprawa wycinki wywołała w mieście sporo emocji. Przypomnijmy (bo o sprawie już pisaliśmy): pod koniec stycznia wycięto trzy okazałe platany, wchodzące w skład szpaleru przy ulicy Cieszyńskiej. Zgoda na wycinkę dotyczyła jeszcze dwóch kolejnych platanów, ale uniemożliwili ją mieszkańcy miasta. – Wycinka została wstrzymana z uwagi na protesty kilkunastu mieszkańców, którzy wspólnie złożyli wnioski o wstrzymanie robót – przyznaje Adam Ben z Miejskiego Zarządu Dróg (MZD). Grupa obrońców drzew zaczęła dociekać, dlaczego okazałe drzewa idą pod nóż. W rozmowie z „Kroniką” tłumaczyli, że chcą się dowiedzieć, jakie było uzasadnienie wycinki. Dziwili się też, że nikogo z mieszkańców – choćby z rady osiedla – o niej nie poinformowano.

Ponieważ nie doczekali się na specjalistyczną ekspertyzę w sprawie stanu drzew, o jaką prosili urzędników, sami taką zlecili. Wykonał ją dendrolog z okolic Bielska-Białej. Napisał między innymi, że wycinka tak cennych okazów powinna być ostatecznością i należy ją poprzedzić dokładną ekspertyzą. Jego zdaniem drzewa stanowią potencjalne, a nie realne zagrożenie i sugerował odstąpienie od wycinki.

Czy to załatwia sprawę i oznacza, że drzewa – przynajmniej na razie – zostaną? Okazuje się, że niekoniecznie. „Ekspertyza zlecona przez mieszkańców jest w swojej treści co najmniej wątpliwa, trudno nazwać ją również wnikliwą i profesjonalną. Użyte w niej sformułowanie „o potencjalnym zagrożeniu bezpieczeństwa o średnim stopniu nasilenia” jest mało konkretne i nic właściwie nie przesądza zarówno w jedną, czy w drugą stronę. Należy podkreślić, że inkryminowana ekspertyza-opinia przede wszystkim nie wyklucza wystąpienia zagrożenia i powstania rzeczywistej szkody” – czytamy w odpowiedzi, jaką „Kronika” uzyskała w MZD.

Usunąć jak najszybciej

Co więc będzie z drzewami? – Decyzja zezwalająca na wycinkę, wydana przez Marszałka Województwa Śląskiego, obowiązuje do 31 grudnia 2018 roku i do tego czasu MZD może wykonać wycinkę pozostałych platanów. Jednakże posiadanie decyzji, w której jednoznacznie stwierdzono, że drzewa zagrażają bezpieczeństwu, zobowiązuje do jak najszybszego ich usunięcia – przekonuje MZD. I podnosi swoje argumenty. – Z uwagi na zagrożenia w przestrzeni publicznej, jakie może stwarzać osłabiony drzewostan rosnący w pasie drogowym, MZD zdecydował o konieczności przeprowadzenia jego specjalistycznego przeglądu – tłumaczy Adam Ben. Taki przegląd został wykonany w 2014 roku, przez osobę – co podkreślają w MZD – z wieloletnim doświadczeniem, posiadającą uprawnienia inspektora nadzoru terenów zielonych. „Opracowanie nie stanowiło opinii dendrologicznej sensu stricte dotyczącej stanu zdrowotnego kilku drzew objętych wnioskiem o decyzję na konkretną wycinkę, lecz obejmowało ponad 10 tysięcy drzew rosnących w pasie dróg publicznych i miało charakter dokumentacji pomocniczej dla zarządzania zielenią w pasie drogowym, w tym podejmowania decyzji, co do kwalifikacji drzew wnioskowanych do wycinki. Z uwagi na duży zakres opracowania do chwili obecnej wykonywane są zawarte w nim zalecenia, w tym wycinki drzew oraz zabiegi redukcyjne koron” – informuje MZD.

Skoro więc była to „dokumentacja pomocnicza” być może warto, zanim dojdzie do wycinki, zlecić dodatkową ekspertyzę? – Zarządca drogi podejmuje decyzję o sporządzeniu wniosku na wycinkę drzew uwzględniając nie tylko to konkretne opracowanie, ale szereg jeszcze innych czynników, a zwłaszcza tych, które dotyczą zagrożenia bezpieczeństwa. W związku z powyższym MZD nie zlecał innych dodatkowych ekspertyz – odpowiada Adam Ben.

Wszystko wskazuje jednak na to, że dodatkowa ekspertyza zostanie jednak przeprowadzona. – Chcemy poczekać na pełne ulistnienie tych drzew i wtedy zlecić dokładną ekspertyzę, która da pełniejszą odpowiedź na pytanie o stan tych drzew. Natomiast nie ma chyba żadnych wątpliwości, że drzewa nie są w najlepszym stanie, są spróchniałe i nie ma co się dziwić, że Miejski Zarząd Dróg wolałby je usunąć, skoro ma na to zgodę Marszałka. Przecież to właśnie MZD odpowiada za usuwanie drzew zagrażających bezpieczeństwu i za ewentualne zaniedbania w tej materii – mówi Przemysław Kamiński, zastępca prezydenta Bielska-Białej.

(wm)


Iłownica: dzieci marzyły o nagrodach

Ktoś zepsuł szkolną akcję

Zaprzepaszczono cały wysiłek dzieci z Iłownicy, które wzięły udział w ekologicznej akcji. Zbierały zużyty sprzęt elektroniczny i liczyły na nagrody dla swojej szkoły. Ale ktoś trzy razy wykradał co cenniejsze przedmioty, zostawiając tylko bałagan.

To miała być sympatyczna i ekologiczna akcja, ale zakończyła się skandalem. Zespół Szkolno-Przedszkolny w Iłownicy bierze udział w przedsięwzięciu pod hasłem „Szkole pomagamy i świat oczyszczamy”. We współpracy z firmą organizującą akcję, dzieci przynosiły na szkolny plac stary sprzęt elektroniczny – rtv, agd, komputery czy baterie. Gdyby szkoła zebrała dużą ilość takiego sprzętu, który później jest poddawany recyklingowi, to otrzymałaby atrakcyjne nagrody. Jednak nic z tego…

Jak dowiadujemy się w sekretariacie placówki, prawdopodobnie aż trzy razy nieznane osoby przyjeżdżały pod szkołę i… kradły sprzęt. A część podzespołów – o czym nie wszyscy wiedzą – ma sporą wartość, więc to łakomy kąsek. Niechciani goście szabrowali wręcz w bezczelny sposób. Naklejonymi obok plakatami z informacją o tym, że zbiórka sprzętu jest prowadzona na cele szkoły, w ogóle się nie przejęli. Za pierwszym razem wyjechali między innymi z 150 kilogramami baterii, które zebrała i przywiozła na miejsce tylko jedna uczennica. Kolejny razem byli tak aroganccy, że sprzęt rozbierali na miejscu, więc mogło się wydawać, iż zostali do tego zatrudnieni. Raz wywieźli górę urządzeń, rozebrali je gdzieś u siebie, po czym podrzucili na teren szkoły… same obudowy! Jednego dnia zostali spłoszeni, bo zostawili swoją drewnianą skrzynkę z poupychanym sprzętem dzieci. Ten proceder z okna widziała emerytowana dyrektorka szkoły mieszkająca w domu nauczyciela, ale bała się zareagować.

Społeczność szkoły jest zdegustowana, że w taki sposób jej wysiłek poszedł na marne. Żeby akcja przyniosła jakieś efekty, uzgodniono, że resztę sprzętu dzieci dostarczą 10 kwietnia rano, tuż przed jego odebraniem przez organizatorów ogólnopolskiej akcji.

– Niestety, czasami zdarzają się podobne sytuacje. Mieliśmy jeden przypadek, gdy parę godzin przed przyjazdem naszego specjalnie oznakowanego pojazdu ktoś nas uprzedził i wszystko wywiózł. Można się przed tym bronić, prowadząc zbiórkę na terenie ogrodzonym czy w zamkniętym pomieszczeniu – mówi Anna Łazuga z warszawskiej spółki Green Office Ecologic. – Najbardziej szkoda uczniów, którzy przynosząc sprzęt chcieli wspomóc szkołę. W naszej akcji za zebranie minimum pięciuset kilogramów sprzętu otrzymuje się bony, które można wymienić na nagrody rzeczowe. Szkoły często wybierają sprzęt sportowy lub materiały biurowe. To przedsięwzięcie realizujemy już drugi rok i z pewnością będziemy je kontynuować – dodaje.

Formalnie do przestępstwa, a nawet wykroczenia nie doszło, choć policjanci zajmowali się tą sprawą. 28 marca ktoś skontaktował się z policją, a 9 kwietnia szkołę odwiedził funkcjonariusz. Jednak, jak tłumaczy Elwira Jurasz, rzecznik bielskiej komendy, ktoś musi wycenić straty i złożyć formalne zawiadomienie w jasienickim komisariacie. Dopiero wtedy, w zależności od kwoty, zostanie rozpoczęte postępowanie w sprawie przestępstwa lub wykroczenia.

(mk)


Górnicze familoki palą nawet meblami

Truciciel przejdzie na gaz?

Czechowicka Kolonia, czyli stuletnie osiedle górnicze, to perła wśród zabytków i historii przemysłu miasta. Ale jednocześnie i sól w oku mieszkańców w aspekcie dbania o środowisko. Czy zostanie wykonany kolejny krok, aby kompleks familoków był bardziej ekologiczny?

Wybudowane przeszło sto lat temu osiedle górnicze jest najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem Czechowic-Dziedzic. Przykuwa uwagę fotografików i filmowców. Znajduje się tam aż 47 budynków stojących w pięciu rzędach. W budynkach jest maksymalnie po osiem mieszkań.

Andrzej Maj, radny z tej części Czechowic-Dziedzic wskazuje Kolonię jako największego truciciela w okolicy. – Pali się węglem, a oprócz niego drzwiami czy ramami okiennymi. Jesteśmy truci – mówił podczas sesji Rady Miejskiej z 27 marca. I proponował, aby gmina podjęła starania nad doprowadzeniem gazu do tych budynków. – Tylko trzy z nich kopalnia zgazyfikowała, bo szlaban dał nasz słynny konserwator zabytków – wskazywał.

Burmistrz Marian Błachut wyjaśnił, że osiedle górnicze nie jest pomijane w działaniach gminy zmierzających do poprawy jakości powietrza. I że chciałby objąć Kolonię szczególnym programem. Wstępnie rozpoznawana jest możliwość doprowadzenia do familoków ciepła miejskiego, które cenowo byłoby bardziej atrakcyjne od gazu. Do gotowania posiłków mieszkańcy mieliby docelowo używać energii elektrycznej.

Władze miasta już wcześniej zrobiły ogromny krok, aby Kolonia była bardziej ekologiczna i przyjazna lokatorom. „Kronika” ze szczegółami opisywała ubiegłoroczną inwestycję polegającą na wymianie wodociągów na nowoczesne, które zminimalizowały niegdyś gigantyczne straty wody. Samorząd wziął ten ciężar na siebie, choć wcześniej gmina nie była nawet właścicielem sieci. Władze postanowiły jednak działać dla dobra swoich mieszkańców. Co ważne, na budowę wodociągów pozyskały środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

(mk)


Do druku: PDF